sobota, 29 grudnia 2018

Od Hirokiego cd Enchantress, [Zlecenie IV]

     Patrzyłem na kocice, jak się pięknie pręży i ostrzy swoje pazurki. Wychyliłem się zgrabnie i zacząłem podchodzić do Ench. Ta najwyraźniej mnie zauważyła, więc przestała skrobać korę drewna i popatrzyła ze zrezygnowaniem.
- Widzę, że się znów spotykamy. - powiedziałem z podnieceniem w głosie.
- No niestety... - odpowiedziała ze zrezygnowaniem.
- Nie lubisz mnie? - podskoczyłem do niej.
- Cóż...jakby to...jesteś strasznie wkurzający.
- Bo jak sobie jakąś kotkę upatrzę, to nie odstępuje. - uśmiechnąłem się łobuzersko. 
- Bo ci zaraz te twoje oczka wydłubie. - powiedziała niewinnie.
- Wolałbym nie. Chcę widzieć cały świat oraz ciebie.
- Na mnie się już napatrzyłeś, teraz zajmij się tym drugim. - zaczęła odchodzić z wysoko uniesionym ogonem. Dobra, dam jej spokój, później coś wymyślę. Powędrowałem w przeciwnym kierunku.  W oddali zobaczyłem jakiegoś kocura, który wręcz śmigał w tym śniegu. Postanowiłem podejść.
- Wszystko okej? - nachyliłem do niego pysk. Ten wynurzył łeb spod śniegu. - Szukasz czegoś.
- Myszy. - Powiedział otrzepując się ze śniegu.* - Chcę przygotować wielką ucztę. Później miałem zabrać się za ptaki, ale sam nie wiem, czy będę mieć już siły.
- W sumie, nie mam nic do roboty. Z chęcią ci pomogę.
- Mógłbyś? - zapytał z niedowierzaniem, na co ja pokiwałem głową. - Wielkie dzięki! Spadłeś mi jak z nieba! 
- Nie ma sprawy. Gdzie mam ci je zanieść?
- Tam jest mój dom. - wskazał łapą i jeszcze go dokładnie opisał.
- Dobrze, to do zobaczenia. - nie czekając na odpowiedź, pomknąłem po śniegu. Musiałem się trochę porozglądać, aby te cholery znaleźć. Poukrywały się dobrze lub zlały z śniegiem. Na szczęście mój nos nigdy nie zawodzi i wyniuchałem ich kryjówki. Miło się patrzy na ich wystraszone oczy i sparaliżowane ciało, gdy wbijasz kły w ich kark. Jak pęka pod zakleszczonym ugryzieniem. Miałem duży problem z ich transportem, ale po dłuższych poszukiwaniach, w ziemi znalazłem stary, lekko podgniły i wilgotny kawałek materiału, w które martwe ptaki zawijałem.
     Kiedy uporałem się z zadaniem, udałem się do wcześniej mi wskazanego i opisanego miejsca. Wszedłem do środka domku mojego zleceniodawcy i przed jego oczyma rozłożyłem pęk dziesięciu zwierzątek.
- O Jezusie - krzyknął z zachwytu. Podszedł i zabrał jedzenie na bok. - Jesteś świetny, nie wiem, jak ci dziękować.
- To drobiazg. - zasłoniłem się skromnymi słowami. Porozmawialiśmy chwilę i ja udałem się do swojego legowiska.
 
Wynagrodzenie: 50 pkt. doświadczenia [BONUS] + 5 PŚ

Od Haru cd. Akfinaicha

- To jak idziemy? - powtórzył pytanie Akfinaich.
- Jasne. Mam ci pomóc? - zapytałam.
- Nie trzeba, wystarczy, że mi potowarzyszysz. - uśmiechnął się, po czym wziął króliki w pysk.
Trochę szliśmy, ale nie zajęło to długo. Lekko się uśmiechnęłam, bo trochę lubię deszcz. Znaczy czasem przeszkadza, ale bez niego nie byłoby życia. Tak czy inaczej Akfinaich odłożył uszatych i schowałam się do jaskini. Patrzyłam na spadające krople, rozmyślając o wszystkim i o niczym. Świat jest taki piękny. Nie da się marzyć o lepszym miejscu. Byłoby idealnie, gdyby nie wojna z Plemieniem Kotów. Chociaż ja nie mam do kotów takiej bezgranicznej nienawiści, to jednak są wilki, które rozszarpią wroga, jak tylko go zobaczą, bez żadnych pytań. Wiem to. Jednak nie ma się czym zamartwiać, bo jutro będzie następny dzień.

***

Następnego dnia jak zwykle moje powieki oślepił blask słońca, bo całonocnym deszczu. Wstałam i przeciągnęłam się. Ziewnęłam, przez co było przez chwilę widać moje ostre zęby, po czym wyszłam z jaskini. Do mojego nosa doszedł przyjemny zapach rosy o poranku. Zrobiłam się bardziej rześka i wybiegłam na polowanie. Szybko udało mi się upolować królika i najadłam się. Szybkim truchtem pobiegłam na moje praktyki. Ostatnio usłyszałam, że mam zacząć na nie chodzić, więc nie sprzeciwiałam się, bo niby po co? Po prostu grzecznie słuchałam i wykonywałam ćwiczenia. Po paru godzinach mogłam spokojnie udać się na spoczynek. Trochę odpoczęłam i potem poszłam się przejść. Byłam niedaleko granicy. Wyczułam koty i schowałam się za krzakami. Rozmawiały po prostu. Nie powinnam nikogo śledzić. Trochę mi głupio, chociaż jeśli chcę zostać obrońcą, to muszę czasami podsłuchać wroga, czy czegoś nie planuje. Jednak to były po prostu zwykłe rozmowy o pogodzie i samopoczuciu. Jeden coś mówił, że chyba wyczuł wilka, przez co ulotniłam się szybko do mojej jaskini. Resztę dnia spędziłam na nuceniu sobie w samotności.

środa, 26 grudnia 2018

Życzenia

Drodzy Mieszkańcy gór!
Całym zespołem życzymy Wam zdrowych oraz spokojnych Świąt,
szalonego sylwestra oraz spokojnego okresu po!
Pozdrawiamy ciepło / Administracja

środa, 19 grudnia 2018

Zakończenie Eventu

Witajcie!
   Uważam, że publikowanie Opowiadań Eventu Świątecznego może zostać zakończone, ponieważ żadne opowiadanie do soboty nie zostało dostarczone. Dziękuję za udział, wyniki zostaną ogłoszone pod koniec miesiąca!
Aimer

sobota, 8 grudnia 2018

Event Świąteczny 2/4

VIII Grudnia

 

~*~*~*~
 Rojenie prawdą się stało.
Z dnia na dzień coraz bliżej niego postępowało.
Ciężko uwierzyć mu było,
że marzenie okazało się spełnione.
Pogrążył się w szczęściu własnym, wyłącznie.
Szybko jednak jego bracia i siostry
popadały w smutek oraz cierpienie.
Przyczyną okazało się jego zuchwałe pragnienie.
Spanikowany i wypalony od środka
postanowił cofnąć czas,
lecz jak to może być możliwe?
Może po prostu spróbował słowami naprawić błąd?
Może jednak czynami? Lecz udało mu się, jak?
Stanął naprzeciw problemu,
raniącego kocie i wilcze serca.
Wyrzekł się tęsknoty za czymś co nie znane.
"Pragnąłem szczęścia,
ale te nie jest mi dane".

~*~*~*~

Kochani!
Oto kolejna część historii. Tym razem, macie za zadanie ująć w własnych słowach przebieg tego co zostało opisane w notatce 8 Grudnia. Kontynuujcie swoją I część opowiadania, poprzez opis spełniającego się marzenia, następnie sposób, poprzez który fantazja raniła innych. Jak Twoja postać postanowiła odpokutować boleść reszty? Na pewno jej się to udało - naprawienie błędu, ale sama była nieszczęśliwa. I to właśnie na tym nieszczęściu ma zakończyć się Twoje opowiadanie, które liczyć ma minimalnie 1500 słów oraz musi zostać wysłane do 15 grudnia.

Ilość Piórek Za Słowa w jednej części opowiadania:
1500 [minimum] - 2000 => 10 Piórek
2001 - 2500 => 15 Piórek
2501 - 3500 => 20 Piórek
3501 i każde kolejne 500 słów => Dodatkowe 5 Piórek

Mała zmiana zasad.
Jeśli ktoś chce wziąć udział, ale nie zaczął na czas - może wziąć udział. Musi jednak nadgonić i wysłać część I oraz II do 15 grudnia. Najważniejsze jest to, aby wszystkie cztery ( jak na razie dwie ) części opowiadania zostały wysłane do Aimer, Kontakt - [H/D] DarkStormFT, [Mail] magdencja.tom@onet.pl przed 29 grudnia.

Linki

Pozdrawiam Ciepło i życzę weny!
/Aimer

 

 

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Od Arashi cd Aksel

    Zamiast leżeć i odpoczywać to niemądry wyszedł na łono natury...uh. Po dwóch dniach szykowałam się, aby wyjść spotkać się z rodzicami. Zjawił się on, Aksel. Oznajmił, że jednak chce dołączyć do plemienia.
- Wyglądasz, jakbyś nie cieszył się z tego. - zmierzyłam go wzrokiem. Nic nie odpowiedział. Popatrzyłam na niego. Wyglądał lepiej niż wcześniej, ale nadal żal brał patrząc na niego. - Możemy iść, jeśli w ogóle masz siły. - pokiwał niepewnie głową.
    Kierowaliśmy się w kierunku jaskini przywódcy - Krein'a. Wszyscy dziwnie się patrzyli na tą zabłąkaną duszę u mojego boku. Nadal był wychudły i marny. Szliśmy wolno mimo, że basior nalegał tempa. Co on sobie myśli...że jest niezniszczalny? I że niby traktuję go jak dziecko...ja chcę tylko mu pomóc. Kieruje się moimi specjalizacjami w dziedzinie medycyny. Wiem teraz, co aktualnie jest lepsze dla jego organizmu. Leżenie i odpoczywanie, a nie hasanie po łąkach.
    W końcu dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do środka i przedstawiłam Krein'owi nowego przybysza. Były pytania, były również do nich odpowiedzi. Odpowiedź brzmiała - tak. Zaczęliśmy wracać, gdzie zapytasz? Oczywiście, że do mojej jaskini. Nie w celach miłosnych oczywiście. Nie pozwolę temu kretynowi się katować...
- A i jak coś nie ma ale, ale wracamy do mojej jaskini.
- Ale...
- Mówiłam coś. - warknęłam. Ten tylko się speszył. Jego stan zdrowia idzie na moje konto. Po za tym...to mój pierwszy pacjent...
    Weszliśmy do środka. Nakazałam mu położyć się na posłaniu. Stawiał duży opór, ale w końcu po moich namowach uległ.
- Słuchaj. To wszystko jest dla twojego dobra, jasne? Nie odbieraj tego, jako dyskryminacje, czy dziubdzianie się nad tobą. Twój stan zdrowia jest okropny, więc bądź skory chociaż wysłuchiwać porad, odnoście jego poprawy. - był wpatrzony w ścianę, najwyraźniej wkurzony na mnie. Postanowiłam pójść i coś nam upolować do jedzenia. - Nie ruszaj się tylko. - wyszłam z jaskini.

<Aksel?>
Netka Sidereum Graphics