Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arashi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arashi. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 stycznia 2019

Od Arashi [Zlecenie VI]

     Kiedy znów siedziałam niewinnie, obserwując, co dzieje się za oknem, usłyszałam jazgot jakiegoś wilka. Wyjrzałam chyłkiem. Mówił o bardzo ważnym zebraniu. Bez większego namysłu podniosłam siedzenie do góry i ruszyłam w odpowiednie miejsce.
     Zostało ogłoszone wtargnięcie obcych istot na teren. Były to renifery. Stwarzały wielkie niebezpieczeństwo i trzeba było je przepędzić. Ewentualnie sobie upolować i zjeść, ale ta kusząca opcja nie była wspomniana w wymaganiach. 
     Zostaliśmy podzieleni na grupy. Wszystkie wilki, które były sprawne fizycznie miały brać udział. Byłam w grupie południowej. Odpowiadało mi to, gdyż jakoś nie spieszyło mi się prostować kości od razu. Grupa poranna miała jeszcze chwilę czasu na ogarnięcie swoich spraw i miała ruszać. Ja zaś udałam się powolnym krokiem ku mojemu domu. Musiałam również się jakoś uszykować. Przeliczając moje zapasy okazało się, że jednak się kończą. Jest zima i o zioła będzie trudno... Wręcz niemożliwe. Mimo to muszę zebrać inne składniki. Więc wybrałam się na wycieczkę po dary natury.

     Nie zajęło mi to długo, gdyż nie było czego szukać. Wszystko wilgotne i rozwalające się. Może jak się wysuszy będzie okej. Po drodze chwyciłam dwa króliki, którymi właśnie teraz miałam się zajadać, czekając na swoją kolej. Kiedy skończyłam, spojrzałam w niebo. Dzisiejszy dzień był naprawdę przejrzysty, więc mogłam zobaczyć położenie słońca. Zbliżało się południe. Nie chcąc już czekać postanowiłam ruszyć do miejsca, gdzie wraz z ekipą mieliśmy się spotkać. Kiedy tam dotarłam siedział tam tylko jeden basior. Przysiadłam się obok i ucięliśmy sobie małą pogawędkę. Nie musieliśmy długo czekać. Nasza grupa uwijała się szybko z przybyciem, zaś poprzednia spieszyła z powrotem. Jako medyk musiałam sprawdzić, czy nic im nie jest. Na szczęście nie, więc mogłam od razu ruszyć.
     Rozdzieliliśmy się na wszystkie strony. Wszyscy jak wariaci latali w poszukiwaniu swoich zdobyczy, ja zaś spokojnym krokiem chodziłam po granicy. Było dość nudno, gdyż żaden renifer się nie zjawiał. Co oni je powybijali? Albo tak nastraszyli, sama nie wiem. Idąc tak spokojnie, do mojego ucha dotarły dziwne głosy. Poruszyłam uchem, tak, to one. Dochodziło z tyłu, więc szybko odwróciłam głowę. Na początku nikogo nie widziałam, ale potem zobaczyłam ruch między drzewami. Rzuciłam się do biegu. Nie ukrywałam swojego istnienia. Miałam je przepędzić, nie złapać. Na początku biegłam cały czas za nimi. Jednak po dłuższej chwili, gdy zwierzęta były zmęczone brodzeniem między drzewami, zaczęłam ściągać ich kierunek, ku granicy naszych terenów. Biegłam tak długo, że nie zdałam sobie sprawy, jak już daleko od ideału mojego zadania jestem. Przytrzymałam się, powarczałam na nie jeszcze chwilę i śledziłam wzrokiem, puki mi nie zniknęły za horyzontem. Wróciłam spokojnym krokiem.

     Było jeszcze takich gonitw kilka, ale wreszcie nadeszła zmiana. Jeszcze było trzeba się odmeldować. Powlokłam swoje spuchnięte od bólu i zimna łapy. Później jak najszybciej, jak tylko mogłam, ulotniłam się do domu, na spoczynek.

Wynagrodzenie: 120 pkt. doświadczenia [BONUS] + 12 PŚ
Level UP!

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Od Arashi cd Aksel

    Zamiast leżeć i odpoczywać to niemądry wyszedł na łono natury...uh. Po dwóch dniach szykowałam się, aby wyjść spotkać się z rodzicami. Zjawił się on, Aksel. Oznajmił, że jednak chce dołączyć do plemienia.
- Wyglądasz, jakbyś nie cieszył się z tego. - zmierzyłam go wzrokiem. Nic nie odpowiedział. Popatrzyłam na niego. Wyglądał lepiej niż wcześniej, ale nadal żal brał patrząc na niego. - Możemy iść, jeśli w ogóle masz siły. - pokiwał niepewnie głową.
    Kierowaliśmy się w kierunku jaskini przywódcy - Krein'a. Wszyscy dziwnie się patrzyli na tą zabłąkaną duszę u mojego boku. Nadal był wychudły i marny. Szliśmy wolno mimo, że basior nalegał tempa. Co on sobie myśli...że jest niezniszczalny? I że niby traktuję go jak dziecko...ja chcę tylko mu pomóc. Kieruje się moimi specjalizacjami w dziedzinie medycyny. Wiem teraz, co aktualnie jest lepsze dla jego organizmu. Leżenie i odpoczywanie, a nie hasanie po łąkach.
    W końcu dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do środka i przedstawiłam Krein'owi nowego przybysza. Były pytania, były również do nich odpowiedzi. Odpowiedź brzmiała - tak. Zaczęliśmy wracać, gdzie zapytasz? Oczywiście, że do mojej jaskini. Nie w celach miłosnych oczywiście. Nie pozwolę temu kretynowi się katować...
- A i jak coś nie ma ale, ale wracamy do mojej jaskini.
- Ale...
- Mówiłam coś. - warknęłam. Ten tylko się speszył. Jego stan zdrowia idzie na moje konto. Po za tym...to mój pierwszy pacjent...
    Weszliśmy do środka. Nakazałam mu położyć się na posłaniu. Stawiał duży opór, ale w końcu po moich namowach uległ.
- Słuchaj. To wszystko jest dla twojego dobra, jasne? Nie odbieraj tego, jako dyskryminacje, czy dziubdzianie się nad tobą. Twój stan zdrowia jest okropny, więc bądź skory chociaż wysłuchiwać porad, odnoście jego poprawy. - był wpatrzony w ścianę, najwyraźniej wkurzony na mnie. Postanowiłam pójść i coś nam upolować do jedzenia. - Nie ruszaj się tylko. - wyszłam z jaskini.

<Aksel?>

sobota, 1 grudnia 2018

Od Arashi cd Rookie

    Widziałam, jak kocura przeszywał nieprzyjemny dreszcz, z każdym jego słowem. Biedactwo, obwinia się niepotrzebnie. Wbijał pazury w ziemię, jego oczy były szeroko otwarte, a ogon chodził po trawie nerwowo. Dałam mu chwilę ochłonąć. Później wbił we mnie swoje ślepia i oczekiwał reakcji.
- Na pewno to nie twoja wina. - zaczęłam od tych prostych słów. - Twoja matka nie ma ci za złe. Chciała ciebie bronić i udało jej się to. Żyjesz i to jest jej powód do dumy, że dała radę. Przypłaciła co prawda życiem, ale taka jest rola rodzica. 
    Spuścił wzrok i położył uszy. Odwrócił łebek, najwyraźniej zmieszany tą sytuacją. Jego ogon się uspokoił, podwinął go do siebie. Nadal jednak końcówka chodziła w prawo i lewo.
- Nie powinieneś się obwiniać za coś, na co nie miałeś wpływu. Byłeś mały i bezbronny, więc jak mogłeś pomóc? Nie zadręczaj się tym, to tylko szkodzi. Po jakimś czasie te sny powinny odejść. Tylko zadręczasz się niepotrzebnie. Umysł akceptuje tylko odpowiedź tak. Jeśli powiesz sobie, że to twoja wina to ci odpowie: Tak, to twoja wina. A jeśli powiesz, że to nie twoja wina to ci odpowie: Tak, to nie twoja wina. - spojrzał na mnie zdziwiony. - Brzmi głupio, wiem o tym, ale tak to działa i nic na to nikt nie poradzi. - uśmiechnęłam się ciepło.
    Wlepił wzrok w dal najwyraźniej jednak kwestionując moją dziwną radę. Podniósł uszy i wyglądał już o wiele lepiej, niż wcześniej.
- Myślisz? - spojrzał pytająco, na co kiwnęłam mu głową.

< Rookie? >

czwartek, 22 listopada 2018

Od Arashi cd Rookie

    Przechadzała się poza terenami Plemienia. Nie należały one do nikogo. A nie, jednak należały, do ludzi. Nie zważając na to stąpała łapami po tej skażonej ziemi. Nagle w oddali zobaczyła ogniste coś, co ruszało się na wszystkie strony. Postanowiła podejść.
    Był to kocur, o niespożytej energii sennej. Ma koszmar? Zapytała samą siebie. Nachyliła głowę nad nim. Po chwili gwałtownie się obudził.
- Nie ma go? - Zapytał wystraszony. 
- Wszystko dobrze? - Zmartwiła się. Co z tego, że jest to kot. Do każdego ma zawsze te same podejście: ,,Do puki ten ktoś nie robi mi krzywdy, ja nie robię jemu".
    Kocur o złotej sierści podniósł łapę na Arashi. Ta lekko się cofnęła. Po chwili zaprzestał. Swoimi wielkimi, równie złotymi oczyma wpatrywał się w zdezorientowaną waderę. Nie minęła chwila, a na jego twarzy ukazał się strach.
- Zostaw mnie! - Odskoczył jarząc sierść i wyginając kręgosłup do góry.
- Ale ja nic ci nie robię. - Odpowiedziała spokojnie. Po chwili uspokoił się, nadal jednak przybierał pozycję opisaną wcześniej.
- Co się stało? - Postawiła łapę.
- To przez was! - Syknął na nią. Wilczyca była zmieszana. - Krwiożercze bestie!
- Nie generalizuj. - Odpowiedziała lekko urażona tym określeniem. - Co się stało? - Powtórzyła. Kot przestał się jeżyć i przybrał poważniejszy wygląd, choć było widać, jak nim miota w środku.
- A co ty robisz na terenie kotów? - Rzucił.
- Tak się składa, że te ziemie nie należą do nikogo z nas. Tylko do ludzi.
- Jako to? - Spytał zakłopotany.
- Nie jesteśmy w sumie daleko od naszych Plemion, ale i nie na ich terenach. - Był zszokowany. Pewnie myślał sobie, jak tu się dostał, było można to wyczytać z jego pyska. Arashi jak na złość usiadła obok kota i czekała na reakcję.
- Doczekam się odpowiedzi? - Spytała ciepło.

< Rookie? >

piątek, 9 listopada 2018

Od Arashi cd. Aksel

    Basior spytał o wdzięczność, niby za co? Taka jest moja praca...ale w sumie, o tym mu nie mówiłam.
- Nie musisz nic robić. - odpowiedziałam prosto. - To mój obowiązek.
- Ale jak to? - spytał jakby samego siebie.
- Jestem Uzdrowicielką tej watahy.
- Mhm... - burknął niezadowolony.
- To w sumie...chciałbyś do nas dołączyć, czy cie wypuścisz, jak wyzdrowiejesz? - wilczur zamyślił się. W sumie, nie dziwie się mu, dość ważna decyzja do podjęcia. 
     Siedzieliśmy w ciszy. Słychać było, jak wiatr dudni na dworze. Nagle do mojego ucha dotarły szmery. Aksel również to usłyszał, gdyż wyraźne było widać, jak został wybudzony z transu.
- Idę sprawdzić co to... - wstałam od basiora. Widziałam, jak chciał się podnieść, ale skończyło się to niepowodzeniem. 
    Stawiając łape za łapą wyszłam na brzeg jaskini, rozejrzałam się bacznie. Nic nie widziałam. Po chwili usłyszałam jakieś stęki i jęki...Ten głos, był znajomy. Te coś lub raczej ktoś poruszyło się w krzakach. Wyłonił się z nich...mój ojciec. Zmęczony życiem wilczur o brązowym futrze, z widocznymi siwymi akcentami. Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem i od razu na jego pysku pojawił się uśmiech.
- Witaj słońce. - przywitał się obejmując mnie łapą.
- Hej tato. - odwzajemniłam uścisk. Ucinając sobie małą pogawędkę weszliśmy do środka. Basior widząc innego, młodego samca uśmiechnął się ciepło.
 - To twój partner?
    Nastała niezręczna cisza. Wiedziałam, że to powie, on nigdy się nie zmieni...Spojrzałam na Aksel, on na mnie. Obaj byliśmy skrępowani...
- N-nie... - zająknęłam się - Czy ty, każdego basiora, z którym się przyjaźnie albo nawet tylko rozmawiam, musisz uważać za partnera? - burknęłam oburzona. 
- Miałem taką nadzieje... - spojrzał na mnie. - Ty już tak długo żyjesz, a ja nadal nie doczekałem się szczeniaków...chcę dożyć tego momentu. - spłonęłam rumieńcem.
- Sam zachciało ci się późno... - fuknęłam w jego stronę. Znów nakierowałam wzrok w stronę basiora. Ciekawe, co on na to.

< Aksel? >

środa, 7 listopada 2018

Od Arashi [ Zlecenie IX ]

    Wykonując swoje codzienne obowiązki zauważyłam, że wiele wilków zmierza w pewnym kierunku. Wyszłam z mojego domu i zapytałam pierwszego, co się napatoczył. Oznajmił mi, iż jest zebranie. Bez większego namysłu, z ciekawością również się udałam.
    Nasz władca Krein powiedział, iż na nasz teren wkradł się wróg - koty. Ochotnicy mieli wyjść przed grupę. Sama nic nie mam do kotów, póki nie robią szkody, zresztą jak ze wszystkim. Mimo, iż jestem Uzdrowicielką, to zgłosiłam się. Może przyda się moje pokojowe nastawienie i rozsądek. Jeszcze wezmą biedaka i rozszarpią. A może nie jest tego godzien? Może się zagubił...Albo serio przyszedł z nieczystymi czynami za uchem.
    Gdy wyszłam przed szereg, cały wzrok skupił się na mnie. Trochę mnie to speszyło, ale trzeba próbować. Wybrałam patrol nocny. Może tego nie widać, ale noc to moja ulubiona pora dnia. Czuje się w niej bezpiecznie, przecież nikt mnie nie zauważy. Zawsze dodatkowa kryjówka...gdyby tak łatwo można było ukryć zapach. Wtedy polowanie byłoby jeszcze trudniejsze i dla zwierzyny, i dla polującego.
    Po zebraniu wróciłam do siebie i czekałam, aż zajdzie słońce.
***
    Nastała ta chwila. Znów mieliśmy się zebrać, tym razem tylko patrol nocny. Z adrenaliną w sercu pobiegłam na spotkanie. Rozmawialiśmy szeptem, gdyby jakaś dusza nieczysta nas podsłuchiwała.
    Wyszliśmy z jaskini i nagle..SRU, wszyscy się rozbiegli. Stoję przerażona, dygam jak osika.
~ Jak się już zgłosiłaś, to się nie wycofuj! ~ dodałam sobie tego marnego dopingu. ~ Weź trzy wdechy i lecisz. ~ wzięłam pięć, i jak sobie sama nakazałam pobiegłam.
***
    Długo węszyłam z nosem przy ziemi. Zapach był słaby i nie miał chęci ani woli życia, aby się nasilić. Lecz po jakimś czasie coś złapało mój nos. Przyspieszyłam kroku, lekko uniosłam pysk do góry, aby widzieć, gdzie biegnę. Nie marzyło mi się, aby zaryć makówką o jakies drzewo, czy skałe...
    Zapach był silny...kocur, bądź kotka - nie dyskryminujmy - byli na wyciągnięciu ręki. Znaczy się łapy. Podniosłam pysk. Widziałam kocice, wylegującą się na gałęzi drzewa...no nie. Z kobietami zawsze trudno, a co dopiero z kobietą kot? Podobno nie są za miłe. Ale spokojnie, nie bądź taka stereotypowa..Pomyślałam, sama nie do końca pewna swojej odpowiedzi.
    Opuszkami łap dotykałam chłodnej, kojącej ziemi. Zbliżałam się powoli, niczym na polowaniu.
- Już tak się nie staraj. - rzuciła opryskliwie. Czyli stereotyp...
- A więc mnie widzisz.
- Nie muszę widzieć, żeby wiedzieć, że jakieś parszywe psisko tu grasuje.
- Te twoje "tu", to nasze tereny...jakbyś nie zauważyła. - odwróciła się w moją stronę. Przynajmniej nie ma mnie aż w takim poważaniu. - Co planujecie? - powiedziałam poważnie.
- Już tak się nie spinaj, boisz się? - poruszała powabnie ogonem, dając mi do zrozumienia, jak bardzo zlewa moją obecność.
- Nie. A więc, co was sprowadza w nasze progi? - ciebie, na pewno nic dobrego. Chciałam dodać, ale ugryzłam się w język.
- A ty myślisz, że przypadkowej wilczycy powiem o tym?
    Wbiłam pazury w ziemie, za nimi szykowały się łapy. Co za wkurzający sierściuch! Rozumiem, że może mi nie mówić, ale ta chamskość i żałość w jej głosie.
~ Spokojnie...ona tak specjalnie. Chce tylko zaniżyć poczucie twojej wartości. ~ zaczęłam myśleć spokojniej.
- Nie wbijaj się tak w ziemie, nie ucieknie ci. - znów złośliwość. Krew znów za buzowała w żyłach, ale uświadomiłam sobie coś. To ona jest tutaj w gorszej pozycji. To tylko puste słowa, na pewno siłą nie grzeszy, tym bardziej odwagą w starciu.
    Zaczęłam podnosić jedną łapę i stawiać przed sobą. Za nią druga i reszta. Spokojnym krokiem, ze spuszczonym lekko łbem zaczęłam pochodzić. Włosy zakrywały moje oczy, uśmiechnęłam się szyderczo. Nie, nie odwaliło mi. Niech się jej kita zjeży, to może nie będę musiała interweniować.
- Co ty robisz? - zapytała lekko przestraszona. Dobrze. Nic nie odpowiedziałam. Jej strach tylko mnie podniecał, kajał mój spięty od nerwów umysł. Wreszcie podeszłam do tego drzewa. Stanęłam, czekając na jej reakcje.
- A-a więc? - podniosła jedną łapę, najpewniej szykując ją, ab mnie pacnąć. Przeszedł ją dreszcz, sugerując się jej zjeżonym futrem.
   Już nie dałam jej czekać. Zebrałam siłę w łapach i wskoczyłam na gałąź. Nie jestem tak zwinna, jak kot, ale nie długo mi zajęło uporanie się z moim ciężkim ciałem. Byłam obok niej. Kocica stała z szeroko otwartymi oczyma, jakby zaraz miały jej wypaść.
- I co, boisz się? - mój uśmiech zelżał. Już nie wyglądałam jak psychopatka, tylko ucieszony ze zdobyczy, głodny wilk. Czyli nie dużo się zmieniło.
   Gdy postawiłam krok, sierściuch zaczął uciekać. Skoczyła na drugą gałąź, ja za nią. Trochę się poobijałam, ale dawałam rade. Po dłuższej chwili gonitwa zeszła na ziemie, idealnie. Ciało kontrolowane chęcią zemsty dopadło zwierze. Chwyciłam ją za skórę przy karku i uniosłam, niczym szczenie.
- Nie zabijaj! - zaplotła łapy na głowie i podkuliła tylnie kończyny. - Tak naprawdę nic nie wiem! Miałam tylko stać na straży. - wyjąkała. Tyle mi wystarczy. Zluźniłam uścisk. Puszczając ją nakierowałam jej ciało, w kierunku granicy. Może za mocno ją potraktowałam, ale już za późno.
    Wyplułam na bok jej kłaki. Spojrzałam na nią, nadal leżała. Podeszłam i pomogłam jej wstać pyskiem, przy okazji znów lekko kierując ją ku drodze do domu.
- No to zmykaj. - warknęłam do niej.
    Kiedy odbiegła padłam na trawę. Zmęczona biegiem i bólem od uderzeń. Patrzyłam, jak na horyzoncie ucieka kocia sylwetka. Postanowiłam tu zostać, gdyż może tu wrócić. Po za tym, już się nie przydam, popilnuje chociaż granicy...
~ Ciekawe, jak innym poszło...

Wynagrodzenie: 75pkt. doświadczenia
Level Up! 0 -> 1

sobota, 3 listopada 2018

Od Arashi cd Aksel

   Kiedy szłam krańcem lasu w poszukiwaniu jakiejś zwierzyny, między drzewami dostrzegłam sylwetkę. Był to basior nękany przez głód i atmosferyczne niedogodnienia. Po chwili nogi się pod nim załamały i upadł. Podbiegłam do niego.
~ Chyba mój pierwszy pacjęt... ~ spojrzałam na biedaka. Żebra można policzyć bez większego problemu... ~ Jak go tutaj zatargać? ~ zadałam sobie to pytanie.
    Obejrzałam go dokładniej, chyba nie ma złamań, więc nie powinno być problemu. Chwyciłam jego skórę przy karku i zaczęłam wlec. Nie miałam jakoś specjalnie daleko.
***
    Basior grzecznie leży  na posłaniu. Zaczęłam łapą przeczesywać jego futro w poszukiwaniu ran. Znalazło się ich kilka, albo i więcej. Przygotowałam bandaże z liści i jakieś olejki, na szybsze gojenie. Jeszcze woda...no tak. Wzięłam miskę i potruchtałam do źródełka.
    Zadanie niesienia wody w misce nie należało do najprostszych. Odrobinę zbyt agresywny ruch i zawartość się wylewa...Jakie to uciążliwe. Ale doniosłam i nawet niewiele wylałam.
     Postawiłam miskę obok wszystkich medykamentów, potrzebnych do leczenia basiora. Zaczęłam od przemywania ran wodą, następnie maść i bandaż.
***
~ Dobra, teraz przydałoby się jakieś jedzenie... ~ jak pomyślałam, tak też uczyniłam. Wróciłam do moich pierworodnych zajęć.
    Rozglądając się za ofiarą trafiłam na jelenia. No, nie jest to łatwy przeciwnik, zwłaszcza patrząc na moją kondycje, ale muszę się postarać. Trochę mi zajęło uporanie się ze zwierzyną, ale po dłuższej szamotaninie leżała martwa. Zaciągnęłam go za rogi do domu.
     Położyłam jedzenie niedaleko legowiska. Jeszcze woda! Wzięłam miskę i dzielnie uporałam się z wkurzającymi prawami fizyki. Również postawiłam ją niedaleko poszkodowanego. Usiadłam przy wyjściu z jaskini i czekałam, aż się obudzi.
< Aksel? >

Od Arashi [ Zlecenie IV ]

    Gdy na myśl przywołują mi się wspomnienia, ze zbierania ziół, towarzyszą temu emocje radości i zadowolenia. Teraz, gdy to robię, nie czuje się jak kiedyś. Zrywanie pyskiem trawy i wkładanie do czegoś, co miało się nazywać koszyk, ale chyba nim nie jest, jest trudne, nudne i żmudne.
  Kiedy wiklinowe coś zostało zapełnione wróciłam truchtem do jaskini.
***
   Słońce zaszło, zostawiając za sobą łuk wielobarwnej tęczy. Czerwony, różowy, żółty i fioletowy...ah jak pięknie i romantycznie. Nie minęła dłuższa chwila i świat pogrążył sie w egipskich ciemnościach. Nie no, nie jest tak źle, blask księżyca niczym latarka oświetlała nasze terny, nadając im tajemniczego i niepokojącego klimatu.
    Głuchą cisze przerwał nieregularny stukot łap o podłoże. Czy ktoś skacze? Po chwili słysze jakieś pojękiwania. Postanowiłam to zbadać.
    Wyszłam z mojej ciemnicy i udałam się w kierunku nieudolnej istoty. Spostrzegłam wilka, który gania za świetlikami. Nie był jakoś bardzo stary, ale i nie młody. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały.
- Co ty robisz? - przyjrzałam mu się. Był to nikt inny, niż jeden z handlarzy. Nie kojarze imienia, jest ich za wiele...
- Chciałbym schwytać te niesamowite stworki. Ślicznie oświetlają, a przy dobrej pielęgnacji mogą służyć za latarenki lub chociaż oświecić nasze jaskinie.
- Mhm...Mogę pomóc, jeśli nie dajesz rady.
- Z chęcią przyjmę. Mimo, iż stary nie jestem, to z kondycją ciężko. - podszedł do mnie i dał mi kilka pojemników, w które chyba mam je złapać. - To ja odsapnę przy najbliższym źródełku. - i odszedł.
~ W sumie, może też sobie pozbieram? To wcale nie takie głupie...Tylko, co one jedzą? - zamyśliłam się. W sumie, skoro nie wiem, to lepiej ich nie marnować... Może kiedyś się spytam, ale to nie teraz.
    I zaczęła się pogoń za niemożliwym. Nie powiem, zadanie nie jest takie łatwe, na jakie wyglądało...
***
    Wreszcie! Cztery pojemniki zapełnione tymi małymi stworzonkami. Trochę tu tłoczno, ale chyba mogą się chociaż zakręcić. Moimi puchnącymi od bólu łapami potruchtałam do basiora.
- Oh! A więc jednak! - podniósł się - Serdeczne dzięki.
- Nie ma sprawy.
  Basior znów zniknął w otchłani ciemności. Ja natomiast udałam się do swojego domostwa. Walnęłam się na legowisko i dałam odpocząć zmęczonym mięśniom.

Wynagrodzenie: 50pkt. doświadczenia

Od Arashi cd. Haru

  Kiedy biegłam truchtem korzystając z wiosennego słońca, nagle zderzyłam się czołowo z jakąś waderą. Sama nie wiem, jak do tego doszło. Przecież to oczywiste, że mogłyśmy się zobaczyć. No cóż, tak chciał los.
— P-przepraszam najmocniej! —  pisnęła i usiadła naprzeciw mnie.
— Nic się nie stało. — poczyniłam to samo, co wadera. 
  Zaczęłam się jej przyglądać. W umyśle otworzyłam katalog osób z Plemienia Wilków. Niestety, nie była w nim zapisana.
— Jesteś tu nowa? — rzuciłam tym do znudzenia już pytaniem. Wadera przytaknęła. — A, jak się nazywasz? 
— Haru. — odpowiedziała marnie.
—  A ja Arashi. Coś się stało? — spytałam z troską w głosie.
— Wole o tym nie mówić...
   Nastała między nami głucha cisza. Czyżbym ją uraziła? Wywołała niechciane wspomnienia? No nic... Jeśli nie ja, to nikt tej pauzy nie przerwie.
— Co powiesz na małą przechadzkę? Przy okazji poznasz trochę okolice.
— Czemu nie.
   I ruszyłyśmy. Większość naszej trasy były to rozległe łąki pokryte wiosennymi kwiatami. Minęłyśmy trochę jaskiń, lasów i oczywiście nie mogło się obyć bez innych przedstawicieli naszej rasy. Trafiła się też jakaś zwierzyna. Podczas tej przechadzki znalazła się dłuższa chwila na pogawędki.
   Po jakichś kilkudziesięciu minutach lekkiego truchtu obie się zmęczyłyśmy, to chyba oczywiste. Poszłyśmy do pobliskiego zbiornika wodnego i skosztowałyśmy jej wód. Zaczęło się ściemniać. 
— Hm...może cię odprowadzić? — spytałam. Wiem, że jest już duża, ale ja chyba się nigdy nie zmienię... 
— Jeśli to nie problem.
   A więc tak, jak się zadeklarowałam, tak też zrobiłam. W drodze powrotnej zamieniłyśmy parę zdań. Ciekawa z niej wadera, fajnie się z nią gada. Kiedy ją odprowadziłam udałam się do siebie i usadowiłam swoje cztery litery na posłaniu.

czwartek, 1 listopada 2018

Nowy Członek Plemienia Wilków - Arashi!


(Autor - noiresetoiles)
Imię: Arashi
Wiek: 7 Wiosen
 Płeć: Wadera
Poziom: 2 | 295/300pkt.
Ranga: Uzdrowiciel
Charakter: Arashi należy do grupy miłych i spokojnych wilków. Mimo jej dość potulnego nastawienia potrafi być stanowcza i nawet ostra, ale to już na granicy cierpliwości. Co do granicy tej cechy, jest bardzo wielka. Jest to dość przydatna cecha, gdyż jako Uzdrowicielka będzie musiała się zmierzyć z nauką młodego pokolenia. Odważna z niej wadera, ale nie jakoś specjalnie waleczna. Owszem, dla swojej bliskiej osoby rzuci się w ogień, aby ją uratować. Arashi nienawidzi konfliktów, dlatego stara się ich unikać. Preferuje rozmowę, nie bijatyki.
Wygląd: Zaczynając od góry: Różowe, krótko ścięte włosy, z pozostałymi dwoma dłuższymi pasmami. Równie różowy nos oraz oczy koloru morza. Pod oczodołami wadery znajduje się biały wzór, niczym rozlanego mleka. Jej sierść jest w różnych tonacjach zimnego brązu. Łapy, grzbiet, podbrzusze oraz część ogona pokryta jest ciemniejszym odcieniem. Zaś reszta - jasnym. Futro jest średniej długości i pokrywa wilczyce, niczym kocyk. Na wszystkich kończynach oraz ogonie ma zaplecione żyłki. Na przedniej, prawej oraz tylnej lewej łapie oraz u nasady ogona ma białe bransolety ze złotymi kolcami. Prawe ucho ozdobione jest złotem w postaci kolczyków.
Rodzina: 
Matka: Suzan
Ojciec: Erik
Historia:  Urodziłam się w Plemieniu Wilków. Żyłam i wychowywałam się w normalnej rodzinie.Można rzec, że stereotypowej. Co mam namyśli? Ojciec - waleczny wilczur, pan tego domu. Matka - opiekuńcza, miła troskliwa. Była uzdrowicielką, ale wraz z moim ojcem zdążyła się zestarzeć. Pewnie niedługo zejdą z tego świata. Dość późno zdecydowali się na chęć mienia dzieci, gdyż w wieku 5 lat. Mają tylko mnie, jedyną spadkobierczyni ich genów. Tak jak matka zostałam uzdrowicielką. Zawsze mnie to fascynowało. I właśnie od teraz zaczęła się moja przygoda niesienia pomocy innym.
Umiejętności:
Orientacja Terenowa: 2 | Zwinność: 3 | Szybkość: 2 | Intelekt: 3
Moc: Jej mocnymi stronami jest zwinność i intelekt. Dzięki pierwszemu może z dużym procentem na powodzenie unikać ataków. Druga umiejętność pomaga jej w rozumieniu otaczających ją istot, co przekłada się na lepszą pomoc.
Guru: ?
Nick Właściciela: Wilczu
Kontakt:
[Mail] amyuzumak@gamil.com
Netka Sidereum Graphics