środa, 7 listopada 2018

Od Arashi [ Zlecenie IX ]

    Wykonując swoje codzienne obowiązki zauważyłam, że wiele wilków zmierza w pewnym kierunku. Wyszłam z mojego domu i zapytałam pierwszego, co się napatoczył. Oznajmił mi, iż jest zebranie. Bez większego namysłu, z ciekawością również się udałam.
    Nasz władca Krein powiedział, iż na nasz teren wkradł się wróg - koty. Ochotnicy mieli wyjść przed grupę. Sama nic nie mam do kotów, póki nie robią szkody, zresztą jak ze wszystkim. Mimo, iż jestem Uzdrowicielką, to zgłosiłam się. Może przyda się moje pokojowe nastawienie i rozsądek. Jeszcze wezmą biedaka i rozszarpią. A może nie jest tego godzien? Może się zagubił...Albo serio przyszedł z nieczystymi czynami za uchem.
    Gdy wyszłam przed szereg, cały wzrok skupił się na mnie. Trochę mnie to speszyło, ale trzeba próbować. Wybrałam patrol nocny. Może tego nie widać, ale noc to moja ulubiona pora dnia. Czuje się w niej bezpiecznie, przecież nikt mnie nie zauważy. Zawsze dodatkowa kryjówka...gdyby tak łatwo można było ukryć zapach. Wtedy polowanie byłoby jeszcze trudniejsze i dla zwierzyny, i dla polującego.
    Po zebraniu wróciłam do siebie i czekałam, aż zajdzie słońce.
***
    Nastała ta chwila. Znów mieliśmy się zebrać, tym razem tylko patrol nocny. Z adrenaliną w sercu pobiegłam na spotkanie. Rozmawialiśmy szeptem, gdyby jakaś dusza nieczysta nas podsłuchiwała.
    Wyszliśmy z jaskini i nagle..SRU, wszyscy się rozbiegli. Stoję przerażona, dygam jak osika.
~ Jak się już zgłosiłaś, to się nie wycofuj! ~ dodałam sobie tego marnego dopingu. ~ Weź trzy wdechy i lecisz. ~ wzięłam pięć, i jak sobie sama nakazałam pobiegłam.
***
    Długo węszyłam z nosem przy ziemi. Zapach był słaby i nie miał chęci ani woli życia, aby się nasilić. Lecz po jakimś czasie coś złapało mój nos. Przyspieszyłam kroku, lekko uniosłam pysk do góry, aby widzieć, gdzie biegnę. Nie marzyło mi się, aby zaryć makówką o jakies drzewo, czy skałe...
    Zapach był silny...kocur, bądź kotka - nie dyskryminujmy - byli na wyciągnięciu ręki. Znaczy się łapy. Podniosłam pysk. Widziałam kocice, wylegującą się na gałęzi drzewa...no nie. Z kobietami zawsze trudno, a co dopiero z kobietą kot? Podobno nie są za miłe. Ale spokojnie, nie bądź taka stereotypowa..Pomyślałam, sama nie do końca pewna swojej odpowiedzi.
    Opuszkami łap dotykałam chłodnej, kojącej ziemi. Zbliżałam się powoli, niczym na polowaniu.
- Już tak się nie staraj. - rzuciła opryskliwie. Czyli stereotyp...
- A więc mnie widzisz.
- Nie muszę widzieć, żeby wiedzieć, że jakieś parszywe psisko tu grasuje.
- Te twoje "tu", to nasze tereny...jakbyś nie zauważyła. - odwróciła się w moją stronę. Przynajmniej nie ma mnie aż w takim poważaniu. - Co planujecie? - powiedziałam poważnie.
- Już tak się nie spinaj, boisz się? - poruszała powabnie ogonem, dając mi do zrozumienia, jak bardzo zlewa moją obecność.
- Nie. A więc, co was sprowadza w nasze progi? - ciebie, na pewno nic dobrego. Chciałam dodać, ale ugryzłam się w język.
- A ty myślisz, że przypadkowej wilczycy powiem o tym?
    Wbiłam pazury w ziemie, za nimi szykowały się łapy. Co za wkurzający sierściuch! Rozumiem, że może mi nie mówić, ale ta chamskość i żałość w jej głosie.
~ Spokojnie...ona tak specjalnie. Chce tylko zaniżyć poczucie twojej wartości. ~ zaczęłam myśleć spokojniej.
- Nie wbijaj się tak w ziemie, nie ucieknie ci. - znów złośliwość. Krew znów za buzowała w żyłach, ale uświadomiłam sobie coś. To ona jest tutaj w gorszej pozycji. To tylko puste słowa, na pewno siłą nie grzeszy, tym bardziej odwagą w starciu.
    Zaczęłam podnosić jedną łapę i stawiać przed sobą. Za nią druga i reszta. Spokojnym krokiem, ze spuszczonym lekko łbem zaczęłam pochodzić. Włosy zakrywały moje oczy, uśmiechnęłam się szyderczo. Nie, nie odwaliło mi. Niech się jej kita zjeży, to może nie będę musiała interweniować.
- Co ty robisz? - zapytała lekko przestraszona. Dobrze. Nic nie odpowiedziałam. Jej strach tylko mnie podniecał, kajał mój spięty od nerwów umysł. Wreszcie podeszłam do tego drzewa. Stanęłam, czekając na jej reakcje.
- A-a więc? - podniosła jedną łapę, najpewniej szykując ją, ab mnie pacnąć. Przeszedł ją dreszcz, sugerując się jej zjeżonym futrem.
   Już nie dałam jej czekać. Zebrałam siłę w łapach i wskoczyłam na gałąź. Nie jestem tak zwinna, jak kot, ale nie długo mi zajęło uporanie się z moim ciężkim ciałem. Byłam obok niej. Kocica stała z szeroko otwartymi oczyma, jakby zaraz miały jej wypaść.
- I co, boisz się? - mój uśmiech zelżał. Już nie wyglądałam jak psychopatka, tylko ucieszony ze zdobyczy, głodny wilk. Czyli nie dużo się zmieniło.
   Gdy postawiłam krok, sierściuch zaczął uciekać. Skoczyła na drugą gałąź, ja za nią. Trochę się poobijałam, ale dawałam rade. Po dłuższej chwili gonitwa zeszła na ziemie, idealnie. Ciało kontrolowane chęcią zemsty dopadło zwierze. Chwyciłam ją za skórę przy karku i uniosłam, niczym szczenie.
- Nie zabijaj! - zaplotła łapy na głowie i podkuliła tylnie kończyny. - Tak naprawdę nic nie wiem! Miałam tylko stać na straży. - wyjąkała. Tyle mi wystarczy. Zluźniłam uścisk. Puszczając ją nakierowałam jej ciało, w kierunku granicy. Może za mocno ją potraktowałam, ale już za późno.
    Wyplułam na bok jej kłaki. Spojrzałam na nią, nadal leżała. Podeszłam i pomogłam jej wstać pyskiem, przy okazji znów lekko kierując ją ku drodze do domu.
- No to zmykaj. - warknęłam do niej.
    Kiedy odbiegła padłam na trawę. Zmęczona biegiem i bólem od uderzeń. Patrzyłam, jak na horyzoncie ucieka kocia sylwetka. Postanowiłam tu zostać, gdyż może tu wrócić. Po za tym, już się nie przydam, popilnuje chociaż granicy...
~ Ciekawe, jak innym poszło...

Wynagrodzenie: 75pkt. doświadczenia
Level Up! 0 -> 1

wtorek, 6 listopada 2018

Od Aksela cd Arashi

Tak więc upadłem praktycznie u nóg kompletnie nieznanej mi wadery. Lepiej być nie mogło prawda?
Nawet nie zdążyłem się przywitać, a co dopiero przedstawić. Zero kultury z mojej strony... 
W każdym razie obudziłem się w dość nietypowym miejscu, bowiem znajdowałem się w czymś w rodzaju jaskini, a dla kogoś, kto prawie nigdy nie widział świata na oczy było to coś kompletnie nowego. Czuję się jakbym był z deka zacofany... 
Powoli uchyliłem powieki i otrząsnąłem się z pierwszego szoku. Rozejrzałem się dokładnie dookoła i przeanalizowałem co się dzieje. Oczywiście pierwsze co poczułem to silny ból w klatce piersiowej i ujrzałem bandaże starannie owinięte wokół mego ciała. No to nieźle się załatwiłem... Do mojego nosa dotarł zapach jakichś ziół zapewne leczniczych. Dopiero później zauważyłem kawałek mięsa i wodę leżącą gdzieś w pogotowiu. Nie zwróciłem natomiast uwagi na sylwetkę wilka siedzącego co prawda z początku tyłem do mnie.
- Hej! - Zawołała, gdy tylko na mnie spojrzała.
- Emm, cześć? - Bąknąłem cicho. 
Usiłowałem się podnieść, aczkolwiek nie wyszło mi to zbytnio na dobre, gdyż już po chwili wylądowałem z powrotem na legowisku i jęknąłem przeciągle.
- Dobra, może to nie był najlepszy pomysł. - mruknąłem bardziej do siebie niż do wilczycy.
- Radzę uważać, zrobiłam co mogłam ale jeszcze nie zagoiło się do końca. - Uśmiechnęła się delikatnie. - Swoją drogą, Arashi jestem.
- Aksel, miło poznać. Po jakże interesującym zapoznaniu składającym się z pytań:
 Skąd jesteś? Czemu cię tu wcześniej nie widziałam? Dlaczego tak się zaniedbałeś? - i tym podobne, w końcu przeszliśmy do bardziej ciekawej części naszego spotkania. Oczywiście jeszcze wcześniej nie obeszło się bez moich odpowiedzi, oczywiście nie do końca szczerych. Na przykład nie zdradziłem jej mojej prawdziwej historii i nieco pozmieniałem fakty. Może kiedyś jej powiem, póki co raczej się nie opłaca. Następnie zjedliśmy wspólnie wcześniej upolowane przez Arashi zwierzę, przy okazji nieco dowiedziałem się o plemieniu wilków i kotów i z wdzięcznością podziękowałem waderze.
- Czy... Jest coś co mógłbym dla ciebie zrobić? Wiesz, tak jakby mam u ciebie dług wdzięczności. - Puściłem jej oczko, jak widać dobry humor wraca mi dość szybko.

< Arashi? Jakieś propozycje? QuQ >

Od Rufusa [ Zlecenie V ]

Usłyszałem szelesty, te wkurzające, głośne szelesty. Olałem to bo byłem śpiący. Jednak czułem że zaraz wybuchnę. No i wybuchłem. Wstałem i schyliłem się za krzakami dalej nasłuchując te dźwięki. Słyszałem jakieś burczenie, sapanie i fukanie. To było jakieś niezidentyfikowane zwierze. Zniecierpliwiony wychyliłem się i zobaczyłem ogromnego dzika. Nastroszyłem się i skoczyłem wysoko na widok tej bestii. Zauważył mnie, no ale nie mogłem przecież uciec, bo moja duma by umarła. Podbiegłem do niego jednak chyba niezbyt się mnie bał. Nie lubię syczeć, ale nie mogłem inaczej go popędzić. Jednak i to go nie wystraszyło. Obrażony już całkowicie na to wszystko zacząłem lekko drapać zwierzynę. Ten burknął na mnie. Odwrócił się i przywalił mi w brzuch swoimi rogami. Upadłem pomiałkując, jednak nie mogłem leżeć w nieskończoność! Dumny ja, podniosłem się i rzuciłem się na zwierzynę. Nie dawał za wygraną, cały czas wbijał mi swoje rogi. Dostałem kilka razy po pysku, ale nie poddawałem się. W końcu przewaliłem go na bok i głośno miałknąłem. On lekko wystraszony wyrwał się i zaczął biec, ja za nim. Było fajnie, tzn dla mnie bo widać było, że dzik już miał gacie do wymiany, ale dla mnie? To była cudowna zabawa. Kocham uciekać, albo gonić. Berek to moja ulubiona gra. Dostałem wytrysku energii. Biegliśmy tak w nieskończoność. Dzik stawał się już nudny, bo zwalniał. Zobaczyłem, że jestem dość daleko od mojego mieszkanka. Zadowolony i trochę zmęczony położyłem się zlizując łapki, a dzik chyba nie załapał że zabawa się skończyła i cały cas biegł przed siebie. Potem wróciłem do plemienia i spałem do upadłego.


Wynagrodzenie: 50pkt. doświadczenia

niedziela, 4 listopada 2018

Nowy Członek Plemienia Kotów - Rufus!

(Autor - AnnMY)
Imię: Rufus
Wiek: 3 Wiosny
 Płeć: Kocur
Poziom: 1 | 125/200pkt.
Ranga: Praktykant
Charakter:  Rufus nie lubi okazywać uczuć i tłumi je w sobie. Na wierzchu wydaje się być ponury i mieć wszystkich w poważaniu, lecz w środku jest skaczącym, słodkim kotkiem chętnym do zabawy, jednak nie pokazuje tego. Nie ma problemu z poznawaniem nowych ludzi i jest bardzo ufny, co nie zawsze wychodzi na dobre. Gdy kogoś nie lubi, robi tej osobie na złość. Lubi być w towarzystwie, lecz nie lubi być zupełnie sam. Wystarczy mu, żeby jakiś osobnik siedział obok niego, nie musi z nim wcale gadać, wystarczy tylko jego obecność. Jest ciekawski i wszystko chce wiedzieć, a jeżeli się nie dowie, zaczyna atakować. Gdy czegoś bardzo pragnie, łasi się jak opętany i nie przestaje dopóki nie dostanie tego, czego chce. Żadko syczy, swoją złość pokazuje gryząc. Lubi się czaić i polować. Zabawa to jego drugie imię, ponieważ może się bawić 24/h.
Wygląd: Na brzuszku widać kremowy odcień futra, natomiast na wierzchu jest pokryty ciemnymi brązowymi paskami. Ma puszystą, długą sierść, ponieważ jest kotem leśnym. Ma charakterystyczny "posiekany we wszystkie strony" ogon. Ma mocno piwne oczka oraz długie białe wąsy i biało-kremowy "kołnierzyk"
Rodzina: Rufus nie pamięta swojej rodziny, jedyne co pamięta to brzebłyski tego, jak jego matka nosi go w pysku.
Historia: Pewien mężczyzna posiadał kotkę, która się okociła. Mężczyzna nie był zbyt zadowolony i nie miał zamiaru trzymać w swoim domu kociąt. Poczekał więc do porodu swojej kocicy. Gdy ta chwila nadeszła, facet chciał szybko sprzedać maluchy. Wystawił je na aukcji i czekał...czekał...i czekał...aź minęło kilka tygodni a kotki w tym czasie zdąrzyły zdemolować całe mieszkanie. Wkurzony mężczyzna, wziął wszystkie kocięta, spakował je do worka i wyrzucił do jeziora. W worku był Rufus. Kocięta wypłynęły na drugi brzeg, aż znalazła je pewna starsza pani. Zgarnęła wszystkie kocięta, wraz z Rufim. Pewnego dnia starszy już Rufus, chciał spróbować życia w dziczy i uciekł od staruszki. Tak znalazł się tutaj .
Umiejętności:
Orientacja Terenowa: 2 | Zwinność: 3 | Szybkość: 2 | Intelekt: 3
Moc: Mocne drapanie
Guru: ?
Nick Właściciela: Rufus
Kontakt:
[Mail] katnvka@gmail.com

Od Akfinaicha [ Zlecenie II ]

 Dzisiejszego dnia ze snu wybudziły mnie ptaki. Otworzyłem zaspane oczy, po czym zacząłem się rozglądać. Ziewnąłem głośno i leniwie wstałem. Rozciągnięcia, oczywiście, nie mogło zabraknąć. Otrzepałem futro z resztek liści na których spałem i szybszym już, niż moje wstawanie, krokiem ruszyłem w stronę wyjścia z jaskini. Słońce zobaczyłem na powitanie niemal mnie oślepiło. Mój wzrok jednak po paru sekundach przyzwyczaił się do owego. Ku mojemu zaskoczeniu nie słyszałem, ani nie widziałem żadnych ptaków. Na pewno odleciały, gdy zobaczyły wilka z rogami.
 Skierowałem się w stronę najbliższej rzeki, aby zaspokoić pragnienie. Doszedłem do niej dość szybko i wziąłem parę dużych łyków wody - zaspokoiłem moje pragnienie. Za moimi plecami usłyszałem głos. Odwróciłem się natychmiast i zobaczyłem czarnego wilka.
- Wystraszyłeś mnie Scarry... - Westchnąłem głęboko. Niski samiec o niebieskich oczach spojrzał na mnie, po czym przewrócił oczami.
- To trzeba nasłuchiwać. Co miałem zrobić? Wejść do wody specjalnie, abyś mnie zauważył i powiedzieć "Uważaj Akfinaich idę! Nie wystrasz się mnie przypadkiem! ... - Zdziwiły mnie jego słowa. Widocznie coś mu dziś nie pasowało. Zazwyczaj był miłym wilkiem, który prawie nie ma problemów do wszystkich. No tak... Prawie.
- Stało się coś? - Przysiadłem i owinąłem ogon wokół ciała. Ten rozzłoszczonym wzrokiem spojrzał na mnie, jak gdyby właśnie zamierzał mnie rozszarpać.
- A wiedz, że się stało! Dużo się stało! Spałem sobie wygodnie, aż tu nagle wyskakuje mi jakiś ptaszek z AD HD i krzyczy jak sroka. Myślałem, że na łeb dostanę. Nosz ile można? Przegoniłem go, i co? No nic, wrócił skubany. Wyszedłem spotkałem Ciebie i jeszcze mnie zdenerwowałeś. - Patrzyłem na Scarr'ego z osłupieniem.
- No to może ...
- NIE! Możesz tylko w jeden sposób mi to wynagrodzić. Weź złap dla mnie parę ryb. - Przerwał mi.
- Ale ja nie potrafię. Dobrze o tym wiesz. - Po tych słowach on zmarszczył brwi. Wiedziałem, że nie mam innego wyboru jak iść po te ryby.
- No dobrze.
 Odwróciłem się od basiora i ruszyłem przed siebie. Maszerowałem tak wzdłuż rzeki, ale nigdzie nie mogłem wytrzeć ryb. Po udręce spowodowanej szukaniem, nareszcie, znalazłem stado pływających ryb. Przykucnąłem. Wysunąłem przed siebie łapę i wyczekiwałem na odpowiedni moment. Zmrużyłem oczy, aby słońce nie zepsuło mojego polowania. Już miałem wyłowić rybę, gdy gałąź z drzewa spadła oczywiście na mnie i wpadłem do zimnej wody. Otworzyłem szeroko oczy, a części mojego ciała automatycznie zrobiły się czarne. Udało mi się jednak złapać rybę w pysk. Nie byłem w stanie złapać się brzegu. Nagle poczułem na karku czyiś uchwyt, a po chwili ziemię. Spojrzałem w górę z dwiema rybami w pysku i ujrzałem Scarr'ego.
- Dzięki za ryby.
- Dzięki za ratunek. - Powiedziałem po odłożeniu ryb na ziemię.
 Samiec wziął je i się odwrócił. Już go dziś nie zobaczyłem.

Wynagrodzenie: 25pkt. doświadczenia

sobota, 3 listopada 2018

Od Arashi cd Aksel

   Kiedy szłam krańcem lasu w poszukiwaniu jakiejś zwierzyny, między drzewami dostrzegłam sylwetkę. Był to basior nękany przez głód i atmosferyczne niedogodnienia. Po chwili nogi się pod nim załamały i upadł. Podbiegłam do niego.
~ Chyba mój pierwszy pacjęt... ~ spojrzałam na biedaka. Żebra można policzyć bez większego problemu... ~ Jak go tutaj zatargać? ~ zadałam sobie to pytanie.
    Obejrzałam go dokładniej, chyba nie ma złamań, więc nie powinno być problemu. Chwyciłam jego skórę przy karku i zaczęłam wlec. Nie miałam jakoś specjalnie daleko.
***
    Basior grzecznie leży  na posłaniu. Zaczęłam łapą przeczesywać jego futro w poszukiwaniu ran. Znalazło się ich kilka, albo i więcej. Przygotowałam bandaże z liści i jakieś olejki, na szybsze gojenie. Jeszcze woda...no tak. Wzięłam miskę i potruchtałam do źródełka.
    Zadanie niesienia wody w misce nie należało do najprostszych. Odrobinę zbyt agresywny ruch i zawartość się wylewa...Jakie to uciążliwe. Ale doniosłam i nawet niewiele wylałam.
     Postawiłam miskę obok wszystkich medykamentów, potrzebnych do leczenia basiora. Zaczęłam od przemywania ran wodą, następnie maść i bandaż.
***
~ Dobra, teraz przydałoby się jakieś jedzenie... ~ jak pomyślałam, tak też uczyniłam. Wróciłam do moich pierworodnych zajęć.
    Rozglądając się za ofiarą trafiłam na jelenia. No, nie jest to łatwy przeciwnik, zwłaszcza patrząc na moją kondycje, ale muszę się postarać. Trochę mi zajęło uporanie się ze zwierzyną, ale po dłuższej szamotaninie leżała martwa. Zaciągnęłam go za rogi do domu.
     Położyłam jedzenie niedaleko legowiska. Jeszcze woda! Wzięłam miskę i dzielnie uporałam się z wkurzającymi prawami fizyki. Również postawiłam ją niedaleko poszkodowanego. Usiadłam przy wyjściu z jaskini i czekałam, aż się obudzi.
< Aksel? >

Od Arashi [ Zlecenie IV ]

    Gdy na myśl przywołują mi się wspomnienia, ze zbierania ziół, towarzyszą temu emocje radości i zadowolenia. Teraz, gdy to robię, nie czuje się jak kiedyś. Zrywanie pyskiem trawy i wkładanie do czegoś, co miało się nazywać koszyk, ale chyba nim nie jest, jest trudne, nudne i żmudne.
  Kiedy wiklinowe coś zostało zapełnione wróciłam truchtem do jaskini.
***
   Słońce zaszło, zostawiając za sobą łuk wielobarwnej tęczy. Czerwony, różowy, żółty i fioletowy...ah jak pięknie i romantycznie. Nie minęła dłuższa chwila i świat pogrążył sie w egipskich ciemnościach. Nie no, nie jest tak źle, blask księżyca niczym latarka oświetlała nasze terny, nadając im tajemniczego i niepokojącego klimatu.
    Głuchą cisze przerwał nieregularny stukot łap o podłoże. Czy ktoś skacze? Po chwili słysze jakieś pojękiwania. Postanowiłam to zbadać.
    Wyszłam z mojej ciemnicy i udałam się w kierunku nieudolnej istoty. Spostrzegłam wilka, który gania za świetlikami. Nie był jakoś bardzo stary, ale i nie młody. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały.
- Co ty robisz? - przyjrzałam mu się. Był to nikt inny, niż jeden z handlarzy. Nie kojarze imienia, jest ich za wiele...
- Chciałbym schwytać te niesamowite stworki. Ślicznie oświetlają, a przy dobrej pielęgnacji mogą służyć za latarenki lub chociaż oświecić nasze jaskinie.
- Mhm...Mogę pomóc, jeśli nie dajesz rady.
- Z chęcią przyjmę. Mimo, iż stary nie jestem, to z kondycją ciężko. - podszedł do mnie i dał mi kilka pojemników, w które chyba mam je złapać. - To ja odsapnę przy najbliższym źródełku. - i odszedł.
~ W sumie, może też sobie pozbieram? To wcale nie takie głupie...Tylko, co one jedzą? - zamyśliłam się. W sumie, skoro nie wiem, to lepiej ich nie marnować... Może kiedyś się spytam, ale to nie teraz.
    I zaczęła się pogoń za niemożliwym. Nie powiem, zadanie nie jest takie łatwe, na jakie wyglądało...
***
    Wreszcie! Cztery pojemniki zapełnione tymi małymi stworzonkami. Trochę tu tłoczno, ale chyba mogą się chociaż zakręcić. Moimi puchnącymi od bólu łapami potruchtałam do basiora.
- Oh! A więc jednak! - podniósł się - Serdeczne dzięki.
- Nie ma sprawy.
  Basior znów zniknął w otchłani ciemności. Ja natomiast udałam się do swojego domostwa. Walnęłam się na legowisko i dałam odpocząć zmęczonym mięśniom.

Wynagrodzenie: 50pkt. doświadczenia
Netka Sidereum Graphics